Minęły 3 tygodnie.

 

Według zaleceń WOW, po upływie takiego czasu należy wykonać test ciążowy.

Gdy zaczęło się moje poronienie, od razu wiedziałam, że ten test, który za kilka tygodni wykonam wyjdzie negatywny... Widziałam w końcu co ze mnie wypadło.
Był tydzień krwawienia, z tymi okropnymi skrzepami krwi, przypominającymi o wszystkim..., był kolejny tydzień ze zwykłym, skąpym krwawieniem, i był trzeci tydzień, w którym wszystko wróciło do normy łącznie ze współżyciem.
Wykonywałam ten test tak rutynowo jak farbowanie włosów...;) Sama w łazience, z kilkoma przyborami... Ale zupełnie radośnie odczytałam wynik - NEGATYWNY.
... i niby wszystko miało być już dobrze...

Tyle, że jak już wspominałam powróciłam do współżycia. Oczywiście pamiętałam o zabezpieczeniu. Korzystam z prezerwatyw. Wszystko było pięknie, cudownie aż "po"okazało się, że gumka została we mnie... Po prostu się zsunęła. Spanikowałam! Płakałam... A później usiadłam do komputera aby dowiedzieć się jak to jest z tą płodnościa po poronieniu. Okazało się, że nie najlepiej - dla mnie. Organizm praktycznie od razu powraca do pełnej formy. Tylko trudno jest cokolwiek obliczyć, dni płodne, niepłodne...

Jestem więc w trakcie czekania. Liczę na to, że nie wpadliśmy tamtej nocy... Liczę, że nie miałam takiego pecha bo bardziej fatalnej sytuacji nie mogłam sobie wyśnić.