Odbędzie się to dopiero za tydzień... wie o tym tylko mój partner, najbliższa przyjaciółka i jej matka.
będzie to cytotec, dopiero w przyszły wtorek ma mi go przepisać ginekolog, jeśli nie wystąpi krwawienie do tego czasu (teraz zażywam luteine na wywołanie okresu) póki co nic... :(
Nie stać nas finansowo. Dopiero dostaliśmy się na wymarzone studia. Moja mama sama utrzymuje rodzinę i liczy na mnie, wierzy we mnie, ufa mi. Mój brat jest chory i nie ma przed nim przyszłości i wszystkie jej marzenia dotyczą mnie. Nie mogę jej zawieść. Niedługo będzie miała operację i to ja muszę się nią zaopiekować... Kocham dzieci, ale kompletnie nie jestem gotowa by teraz urodzić... :( Byłam dotychczas przeciwna aborcji, uważałam ją tylko w przypadku gwałtu i zagrożenia życia, w tym momencie moje myślenie zmieniło się całkowicie, w momencie kiedy los postawił mnie wobec tak beznadziejnej i niespodziewanej sytuacji. Jestem bezradna i wiem że nie mam innego wyjścia... Moment kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście - Boże, histeria, płacz, byłam sparaliżowana, kolejne dwa testy - negatywne i nadzieja, nadzieja że będzie ok. Następny dzień spędziłam u dwóch ginekologów którzy po znajomości mnie przyjęli i co - wiadomość - wczesna ciąża, jakiś 3 tydzień. Znowu histeria, dobrze że prowadzili mnie za rączkę i mówili mi co mam robić, bo ja czułam się jak obłąkana i jakbym miała zaraz postradać zmysły. To było wczoraj, dziś wciąż nie wierzę że to prawda... Pomóżcie dobrym słowem... Na każdym innym forum by mnie wyklęli...