Nie było tak strasznie... Zrobiłam to w domu... na początku sama, później miałam obok GO. Mój Ł. Sam proces aborcji nie bolał tak bardzo, faktycznie bóle troszkę mocniejsze niż podczas zwykłej miesiączki, ale tylko minimalnie. Najbardziej mnie wykończyły fizycznie skutki uboczne, wiedziałam że z moim szczęściem wystąpią prawie wszystkie: wymioty, biegunka, stan podgorączkowy...mało krwawiłam. Krwawiłam już od soboty rana. popołudniu zauważyłam pęcherzyk..był, była taki..echh :( nie wiem czemu wpatrywałam się w niego przez kilka minut...próbowałam w nim odszukać oblicza mojego dziecka.... ale już jest dobrze. jestem Dzień po aborcji czyli tak zupełnie na świeżo..
Miliony myśli.. złość, bezsilność, żal..smutek. Jak w kalejdoskopie...z minuty na minute inaczej... raz lepiej raz gorzej...
...tak było najbezpieczniej. Cóż teraz mogłam JEJ ofiarować... tylko Miłość?? Czy to by wystarczyło,aby nie chodziła głodna ...?? Czy dzięki niej miałaby wszystko czego tylko by zapragnęła?? Nie sądzę.. Nie teraz... Ale wierzę że jeszcze będę miała Swoją Julkę.
Dziewczyny jeżeli macie wybór to go dokonajcie..