o aborcji wiedzieli moj Partner i Mama. Wspierali mnie w kazdym momencie.. jednakze walke z wlasnymi demonami musze podjac sama...
Przebieg samej aborji byl bolesny ale do zniesienia...mialam potworne skurcze dreszcze i wymiotowalam jednakze po okolo 2 godzinach bol powoli zaczal ustepowac pozniej bylo juz tylko lepiej.
Sytuacja w jakiej bylam nie pozwalala mi na urodzenie dziecka..
Byla to chyba najtrudniejsza decyzja w moim zyciu wiedzac ze efekty swojej decyzji beda ze mna do konca moich dni...pomimo iz wiedzialam ze podjelam sluszna decyzje ja i moj chlopak nie czulismy ulgi ani radosci lecz pewien niesmak i zlosc na samych siebie ze bylismy nieodpowiedzialni i ze wogole dopuscilismy do takiej sytuacji. chyba najbardziej bolesna mysla jest ...kim ta mala komorka ktora byla we mnie mogla by byc....czuje sie jak cmentarz i za kazdym razem majac miesiaczke bede pamietac 'ten' dzien. napewno nie chce przezywac drugi raz czegos podobnego...