Izabela O
Właściwie to "tylko" tabletka "dzień po", ale gdybym mogła cofnąć czas i jej nie zażywać, bez wahania dałabym się za to żywcem poszatkować.
Wciąż kocham moje dziecko i pragnę, aby ktoś je przytulił, pomógł mu. Nawet nie wiem, czy ono jest, czy go nie ma. Tuż po tym wydarzeniu czułam się, jakby wszystko było normalnie, jakbym zapomniała i nic się nie stało. Teraz, kiedy minęły 4 lata, wiem, że do końca życia będę czuła w sercu wielki ból. Usłyszałam wtedy, że to boli, bo zażyłam lekarstwo hormonalne. Z czego to lekarstwo miało mnie wyleczyć? Z człowieczeństwa. Prawo do decydowania kobiety o tym, czy chce urodzić dziecko po jego poczęciu, było w moim przypadku czystą fikcją. Presja najbliższych osób była silniejsza, niż ja wtedy. Czuję się gorzej, niż modrerczynią. Co innego zabić wroga, który Ci zagraża, a co innego zrobić to najbardziej bezbronnemu, którego się kocha.
Z osób, które mnie znały, wie o tym tylko mój mąż, lekarze i dawna koleżanka, która wyjechała za granicę. Mąż mnie przytulił i podziękował, próbował nieudolnie podnieść na duchu, pogłaskał. Po paru dniach zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Pewnie, gdyby nie ja, dalej by tak myślał.
Tabletka "dzień po". Lekarz, który przepisał mi ją, sprawdził najpierw, że byłam w fazie płodnej. Trzeba było przyjąć dwie dawki, w pewnym odstępie czasu. Po zażyciu pierwszej tabletki byłam przerażona, nie chciałam wziąć drugiej, ale bałam się, że jeśli urodzę dziecko, będzie do końca życia kaleką i będzie przeze mnie cierpiało. Po drugiej tabletce, po pewnym czasie poczułam silny ból. Byłam zrozpaczona, płakałam przez całą noc. Przed pierwszą ciążą (miałam wtedy trzyletnią córeczkę) pewna lekarka mówiła, żeby rozmawiać w myślach ze swoim dzieckiem, tak, jak się rozmawia z kwiatkami, żeby lepiej rosły. Przed połknięciem tej tabletki też rozmawiałam w myślach z moim "potencjalnym" dzieckiem. Słyszałam w wyobraźni, jak mówi do mnie "mamo", jak bardzo pragnie być ze mną. Ja też pragnęłam, żeby przeżył, żeby stał się cud... W kilka godzin po zażyciu tabletki nie słyszałam już żadnego głosu. Dwa dni później fizycznie czułam się dobrze. Poza tym - czułam, że coś we mnie umarło. Kiedy pewnej uczonej pani powiedziałam o tym, co się ze mną stało, poinformowała mnie, że po zażyciu takiej tabletki poziom estrogenu wzrasta KILKADZIESIĄT razy i zły stan psychiczny to po prostu efekt drastycznie zaburzonej równowagi hormonalnej. W parę miesięcy później zapomniałam o tym wydarzeniu zupełnie. Do czasu.
Mój mąż nie był w stanie wyobrazić sobie, jak poradzić sobie z następnym dzieckiem - finanse, obowiązki.
W kilka lat po ślubie pragnęłam mieć dziecko, czułam, że już czas. Czekałam jednak jeszcze parę lat. Pierwszą moją ciążę poroniłam (poronienie naturalne)- w kilka tygodni po poczęciu. Czułam ból, mimo, że to nie było wielkie poronienie. Ból fizyczny nie był tym, co najbardziej dokuczało. Czułam się zrozpaczona po stracie, bo bardzo chciałam tego dziecka - i to bolało najbardziej; to był czarny ból. Nie mogłam wtedy patrzyć na kobiety w ciąży. Potem dbałam o siebie, zaszłam w ciążę i urodziłam zdrową, prześliczną córeczkę - ma teraz 6 lat, jest bardzo mądra, pięknie rysuje i jest wspaniałym dzieckiem. Jej poród to był wielki ból fizyczny, ale był to ból radosny, połączony z oczekiwaniem i dlatego znosiłam go dużo lepiej i szybko o nim zapomniałam. Tuż po urodzeniu jej byłam tak szczęśliwa, że nie czułam nawet tego fizycznego bólu. Jakieś trzy lata później zażyłam tabletkę "dzień po". Fizycznie bolało przez kilka godzin. poza tym - boli do dziś, w każdej chwili. To jest taki ból, który, jeśli kiedyś przestanie, to będzie znaczyło, że umarłam. Pewnie umiałabym o tym zapomnieć i żyć jakby nic się nie stało, na zewnątrz zresztą tak to prawie wygląda - ale nie chcę. Podjęłam w życiu decyzję wbrew sobie i wbrew temu, czym żyję. Nigdy więcej.
P.S. Nazywam się Izabela Orzepowska
|